Była to świetna okazja, aby sprawdzić nasze umiejętności z języka angielskiego słuchając wykładów, pracując w grupach i wykonując zabawne zadania.
Na miejsce dotarliśmy po ośmiu godzinach podróży z przerwą na Starbcuksa i KFC we Wrocławiu. O godzinie 18:00 zjedliśmy kolację, a już godzinę później rozpoczęły się pierwsze zajęcia z wolontariuszami.
Na początku omówiliśmy wszystkie zasady, jakie obowiązywały nas na zajęciach, m.in. uśmiech, punktualność, szacunek do wolontariuszy i osób z pozostałych grup.Później graliśmy w gry, przy których było dużo śmiechu. Następnie zorganizowano dla nas małą dyskotekę, ale byliśmy tak zmęczeni, że nie wytrwaliśmy do jej końca..
Kolejny dzień był o wiele lepszy, gdyż byliśmy wypoczęci i pełni energii. O 8:30 śniadanie, a godzinę później rozpoczęły się zajęcia. Na początku mieliśmy energizer - czyli rozbudzenie naszego mózgu. Tańczyliśmy w kółku i słuchaliśmy poleceń wolontariuszki, które wykonywaliśmy po zatrzymaniu muzyki. Następnie otrzymaliśmy kartki, na których mieliśmy napisać swoje imię, nazwisko oraz nazwy na portalach społecznościowych, przez co łatwo można było nas znaleźć. Później mieliśmy prezentację o nazwie '' Szok kulturowy''. Przedstawiono nam stereotypy o różnych krajach, m.in. o Polsce. Przed obiadem zrobiliśmy sobie wycieczkę po okolicy. Leśną dróżką dotarliśmy do stacji kolejowej, gdzie zrobiliśmy sobie grupowe zdjęcia przy znaku Długopole Zdrój. Po obiedzie oglądaliśmy prezentację o Filipinach i graliśmy w różne gry. Po kolacji podzielono nas na grupy. Co 5 minut przychodzili do nas różni wolontariusze, a naszym zadaniem było zadawanie im pytań w ten sposób, aby ich poznać jak najlepiej. Następnie odbyła się dyskoteka, na której bawiliśmy się o wiele lepiej, niż poprzedniego dnia.
Następnego dnia wczesnym rankiem wyjechaliśmy na wycieczkę do Wiednia.
W drodze słuchaliśmy opowieści pana przewodnika na temat różnych czeskich miast i oczywiście Wiednia. Około godziny 11:00 dotarliśmy do celu.
Na początku przeszliśmy się po ogrodzie róż, gdzie istnieje możliwość wykupienia własnej róży na kilka lat i nazwania jej swoim imieniem i nazwiskiem.
Zwiedziliśmy Muzeum Historii Naturalnej, Muzeum Sztuki, największy Jarmark w Wiedniu, a potem przeszliśmy obok wiedeńskiego Parlamentu i zespołu pałacowego Hofburg.
Znaleźliśmy się na placu obok katedry św. Szczepana, gdzie mogliśmy pójść do kawiarni, aby skosztować słynnego wiedeńskiego tortu Sachera. Wieczorem autobusem wróciliśmy do Długopola. Byliśmy zmęczeni, ale pełni wrażeń.
Kolejnego dnia po śniadaniu, aby nas rozbudzić, wolontariusz z Meksyku postanowił nauczyć nas kilku kroków salsy. Po kilkunastu minutach każdy z nas umiał w pewnym stopniu tańczyć ten taniec. Następnie wzięliśmy udział w pracy w grupach, gdzie mieliśmy ułożyć historyjkę z dobranych przez nas wcześniej słów i ją odegrać. Było przy tym mnóstwo śmiechu i zabawy. Później bawiliśmy się na dworze, gdyż spadło bardzo dużo śniegu.
Zorganizowaliśmy bitwę na śnieżki pomiędzy zwycięską drużyną Bigos, a drużyną Pierogi. Następnie przedstawiono nam ważne zadanie do wykonania, a mianowicie '' Mission Impossible'', czyli misję, która jest niemożliwa do wykonania.
Naszym zadaniem było udowodnić, że jest ona jednak wykonalna. Na liście zadań było m.in. składanie życzeń świątecznych przypadkowym ludziom spotkanym na ulicy, wykonanie piosenki świątecznej w stylu metalowym, przedstawienie sceny z filmu " Kevin sam w domu'', zorganizowanie niespodzianki z podziękowaniem dla pań kucharek, świąteczny pokaz mody oraz ulepienie nietypowego bałwana. Mieliśmy na to tylko 40 minut, ale sprostaliśmy oczekiwaniom wolontariuszy i wyrobiliśmy się ze wszystkim na czas.
Gdy oglądaliśmy później wyniki naszej pracy, byliśmy naprawdę z siebie dumni i cieszyliśmy się, z wykonania dobrej roboty. Było przy tym dużo śmiechu.
Następnie wszyscy czekaliśmy na prezentację Ozmara, który pochodzi z Meksyku. Była ona na temat naszych sukcesów życiowych, odróżniania rzeczywistości od marzeń i samooceny. Każdy słuchał go z ogromnym zaciekawieniem i skupieniem. Podziękowaliśmy mu za to dużymi brawami, ponieważ trafił prosto do naszych serc - można było to zobaczyć po płaczu niektórych osób.
Ostatecznie nadszedł najsmutniejszy czas podczas całego obozu - pożegnanie. Wolontariusze dziękowali nam za wspólnie spędzony czas i rozdali certyfikaty uczestnictwa w szkoleniu. Dużo osób przywiązało się do grup i wolontariuszy, przez co poleciało wiele łez.
Następnego dnia wstaliśmy wcześnie rano, gdyż był to dzień wyjazdu. Wszyscy dotarli do domu pełni wrażeń, lecz nadal z tęsknotą do czarującego miejsca i ludzi z Długopola Zdrój.
Każdy Euroweek to dla nas ogromna przygoda. Poznajemy wiele wspaniałych osób, z którymi później długo utrzymujemy kontakt. Uczymy się pracy w grupach, szacunku do innych osób i poprawiamy naszą znajomość języka angielskiego. Obozy te zapamiętujemy na bardzo długi czas, gdyż mamy tam wiele przeżyć oraz dużo dobrej zabawy. Martyna Łopińska klasa 2a